For all my dreams, all my schemes
There was never anyone to stand next to...
The Damnwells - Tonight and forever
Ah. Well... I attended Juilliard... I'm a graduate of the Harvard business school. I travel quite extensively. I lived through the Black Plague and had a pretty good time during that. I've seen the Exorcist about a hundred and sixty-seven times, and it keeps getting funnier every single time i see it... not to mention the fact that you're talking to a dead guy... Now what do you think? You think I'm qualified?
If I could break down this walls and shout my name at heaven's gate,
I'd take these hands and I'd destroy the dark machineries of fate..
/Sting
...zobaczył go wcielonego w króla kier w kartach swych wróżek i żył, śpiąc w dzień i podróżując nocą wąwozami ziem i wody, zostawiając jednak za sobą ślad modlitw, które odbierały rozum jego prześladowcom i osłabiały wolę wrogów...
''Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich''
[dla mnie 1-4 kwietnia]
(...)
amorkom żal polskiego serca,
uliczka nad Sekwaną skręca,
skręci za parę chwil -
serce na niebie, księżyc - tutaj,
pomyłka, fikcja, złudna nuta:
rue Saint-Louis-en-l'Ile
(...)
Nasz każdy wiersz zaorzą pługiem,
będą kartofle, potem wódka,
bo nasze życie - za długie,
a sztuka - za krótka.
/Konstanty Ildefons Gałczyński
"if art is the tip of the iceberg, I'm the part sinking below"
/Lou Reed
Prywatne after party, szumi mi w uszach od alkoholu i obłędu, ale słucham
-How did you get so smart?
-Do you have my card?
-You have a great eye for a producer.
-Give me a call.
-You're good.
-I will do anything to help you.
Jedna z tych sytuacji, gdy nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Śmiałam się. Chciało mi się płakać.
-Brendan, don't do this.
-It's done.
/Brick
-Stelios!!!
/300
Trying to get something real by telling yourself stories is a trap - trust me on that one.
/The Brothers Bloom
Quasimodo:
''What I'd give, what I'd dare, just to live one day out there!''
Belle:
''I want much more than this provincial life!''
Hercules:
''I would go most anywhere to feel like I belong...''
Pocahontas:
''What I dream, the day might send - jut around the riverbend, for me!''
Aladdin:
''A whole new world, that's where we'll be!''
Ariel:
''When's it my turn? Wouldn't I love, love to explore that world up above?''
_______________
To nie incepcja - to indoktrynacja...
że rosa brud obmyje z rąk, splatam Ci wieńce -
/K. I. Gałczyński
nad wysokoscią zawisa broda ciemna jak topór
/Z. Herbert
Depp: Can we get him some teeth?
Hoffman: He can have mine.
[To Cruise:] Who's the U-Boat Commander?
Gordon-Levitt: Darling... I don't know how to tell you this, but... there's a Chinese family in our bathroom.
Sierpień w strzępach. Tylko tyle chcę z niego pamiętać...
INCEPCJAINCEPCJAINCEPCJA
teraz jeszcze trudniej mnie przywrócić do rzeczywistości. "Only a famous death will do"...
Nawet najbardziej wyrafinowane majtki i najmądrzejsza determinacja nie zastąpią nikomu, a zwłaszcza żeglarzowi z Białostocczyzny, krągłości, jędrności i soczystości. A tylko za tym się biega. Wszystko inne się ceni.
Dziennik 1954 / L. Tyrmand
The words of the prophets are written on the subway walls. And tenement halls. And whispered in the sound of silence.
The Sound of Silence / P. Simon
Lato było dla mnie niczym sezon teatralny w centrum jakiejś kulturalnej stolicy. Co wieczor, co drugi wieczór grałam tą samą rolę, w tym samym kostiumie wypowiadając te same kwestie w kółko i w kółko. To prawda, że publiczność się zmieniała, wirowały coraz inne afterparty, partnerzy - jak to oni - mieli różne pomysły i nigdy nie opowiedzieli dwa razy tego samgo żartu, ale z perspektywy widzę, że codziennie stałam na tym samym przystanku w noce wypełnione czekaniem a wyprute z nadziei i tylko czasem parasol trzymałam w tej drugiej ręce.
Najwybitniejszy aktor dramatyczny na tej planecie - Daniel Day-Lewis po dwóch miesiącach nieprzerwanego grania Hamleta na deskach pewnego londyńskiego teatru pewnego wieczora w scenie czwartej aktu pierwszego na własne oczy zobaczył ducha swojego własnego ojca. Mnie co czeka?
Zapewne nie Christian Bale.
dziś po raz ostatni na jakiś czas rzucam Cin City i jego światłom ostatnie spojrzenie przez ramię
słynna kontestacja amerykańska lat '60. ma swój specyficzny smak - i choć jest on mi zupełnie obcy ze względu na przestrzen i (jeszcze bardziej) czas, potrafię go usłyszeć, nawet na chwilę dostroić się do niego. sama świadomość o czym jest - słowo po słowie - piosenka American Pie, daje poczucie posiadania pojęcia o tych czasach, ale nic więcej. nie wydaje mi się, że da się o tym mówić inaczej niż w tej dziwnej manierze, którą przybiera np. Heath Ledger w filmie "I'm not there", szepczac:
"New York, August 7th, 1964, Congress grants president Johnson complete authority of war in Vietnahm, while she studies painting at Cooper Union and he completes dubbing on his first major film. She tell him she's sure it'll be a hit.
The cats cross the roof mad in love, screaming into drain pipes and I am ready, ready to listen never tired, never sad, never guilty."
z tego samego filmu - 7 zasad życia w ukryciu:
Arthur:
Seven simple rules for life in hiding:
1 - never trust a cop in a raincoat.
2 - beware of enthusiasm and of love, each is temporary and quick to sway.
3 - if asked if you care about the world's problems, look deep into the eyes of he who asks, he will never ask you again.
4 - never give your real name.
5 - if ever told to look at yourself, never look.
6 - never say or do anything the person standing in front of you cannot understand.
And 7 - never create anything, it will be misinterpreted, it will chain you and follow you for the rest of your life, it will never change
a co do naszego lata...
There are days when shes a whisper
Nights when shes a scream
A reason to wake up in the morning
To close your eyes and dream
Shell curse you like a sailor
Shell wound you with her eyes
She always makes it better
But she wont apologize
I know everything about her but dont know her at all
(Mystery Train)
Nic. Nic tak nie pachnie latem jak Jon Bon Jovi. Gorącym piachem. I jeśli dobre wspomnienia poznaje się po tym, że bardziej bolą, to tamto lato spokojnie może stanąć do walki z innymi wakacjami w innym nadmorskim mieście kilka lat później. Ale po co się bić? Jedna dziewczyna na dwóch facetów?
Not in Cansas anymore... (j.w.)
One day we'll reach a great ocean
At the end of a pale afternoon
And we'll lay down our heads just like we were sleeping
And be towed by the drag of the moon...
End of the Game / Sting
Siedzimy wszyscy w sterylnej przestrzeni poczekalni. Jaskrawe, niebieskie krzesła ustawione są po trzech bokach sporego prostokąta. Poza nim przez korytarz z drzwi do drzwi niemal nieustannie przemieszczają się pojedynczy ludzie. Z głośników umieszczonych przy suficie dochodzą wśród cichych trzasków jakieś odległe dźwięki: dzwoniący telefon, trzaski, mamrotane słowa, których nawet nie próbujemy rozszyfrowywać. Z rzadka wymieniamy ukradkowe spojrzenia, śledzimy tych, którzy zjawiają się w korytarzu i zajmują kolejne niebieskie krzesła. A potem wzrok błądzi dalej po białych ścianach, po własnych dłoniach. Siedzimy tu, jak załoga promu kosmicznego Apollo 13, jak dwudziestu pasażerów Nostromo. Póki co, anonimowi, nie odwzajemniający uśmiechów, piszący smsy, patrzący na zegarki.
Podnoszę wzrok znad ciasno zadrukowanej kartki papieru i w myślach przypisuję role siedzącym tu ze mną ludziom. Na przeciwko mnie: dwie dziewczyny z ekipy naukowej - geologia i antropologia. Boczny rząd: żołnierze. Młodzi, niemal nieruchomi chłopcy z najlepszego szwadronu. W rogu pilot i jeszcze dwóch obok mnie. Jedyne osoby, które rozmawiają ze sobą, to lekarz i dwie pielęgniarki siedzące po obu jego stronach. Śliczna tłumaczka siedzi obok nich. Dalej dwóch mechaników i trzy osoby, zapewne wysłannicy rządowi i głównodowodzący akcją. Jeszcze nam nie drżą ręce.
Wreszcie z jeszcze jednych drzwi wyłania się ktoś z bardzo znaczącą plakietką. Ustaje świergot pielęgniarek, napięcie jeszcze wzrasta, powietrze ulega natychmiastowej resublimacji. Wyczytuje nazwiska, sprawdza nasze przepustki, kieruje do sali obok na słowo wstępne. Nie ma odwrotu. Wiem, wszyscy z nas wiedzą, że przed nami trudna droga i że wielu z nas z niej już nie wróci...
Teraz patrzę na to trochę inaczej.
Ta druga poczekalnia to ostatnia część Mortal Kombat.
My, dwadzieścia osób, cała drużyna Earthrealm. Już nie najlepsi z najlepszych. Tacy skończyli się już dawno. Nie mamy pod kurtkami opasek na nadgarstkach, czarnych pasów pod swetrami. Stajemy do walki w obronie naszego świata z wojownikami z Netherealm, z którymi nigdy nie mieliśmy szans. Siedzimy, a nasze czekanie jest nieme i niewidome. Niektórzy zastygli, bo wierzą w siłę swych ludzkich, pokrytych skórą pięści, gotowi na wszystko. Inni czekają śmierci skurczeni, wyłamując palce, w niewypowiedzianej modlitwie. Od jednych do drugich drzwi tworzy się ścieżka. Pojawiają się na niej po kolei nasi przeciwnicy, żeby rozejrzeć się, oblizać nieludzkie wargi, z głośnym trzaskiem kości wepchnąć na miejsce kręgi szyjne w karku i wybrać sobie przeciwnika. Parami znikamy z nimi w drzwiach.
Pamiętam do teraz bardzo wyraźnie zapach jego wody kolońskiej, jego łagodne oczy, to, jak podał mi rękę, gdy wchodziliśmy na arenę wśród dzikich wiwatów. Po czym stanął z założonymi rękami, patrząc jak sama sobie podrzynam gardło.
Mogę sobie z tego zrobić jaskółkę. Przepraszam Was wszystkich, że zawracałam Wam głowę.
take a minute to consider your achievement...
Gdyby jakiś człowiek ośmielił się kiedyś przełożyć wszystko, co nosi w sercu, zapisać to, w czym naprawdę zawiera się jego doświadczenie, co jest jego najprawdziwszą prawdą, sądzę, że wówczas świat by się roztrzaskał, rozleciał na drobne kawałki, i żaden bóg, żaden wypadek, niczyja wola nie byłyby w stanie pozbierać tych skorup, tych atomów, tych na pozór niezniszczalnych elementów, z których się składał.
/ Henry Miller
30. listopada po ponad półtorarocznej pracy skończyłam opowiadanie.
Jestem pełna goryczy, widząc, że mój ojciec, Henry, D.H. Lawrence i inni mężczyźni to, co mieli w sobie najlepszego, oddali prymitywnym gęsiom, znosili je, podczas gdy mnie, kobietę, którą łączą ze swą twórczością, traktują z rewerencją, dojrzale, jak istotę wyższą, i tyle ode mnie oczekują, że nie zawsze potrafię temu sprostać.
/Dziennik Anais Nin
- A ja najchętniej napiłbym się gorącej czarnej kawy, gorzkiej jak grzech śmiertelny.
/ Raymond Chandler
oto proza
Leżąc twarzami na futrzanym brzuchu ciemności, odpływaliśmy na jego falistym oddechu w bezgwiezdną nicość.
(...)
A gdy wreszcie, idąc cicho od szafy do szafy, znajdował kawałek po kawałku wszystko potrzebne i kończył toaletę wśród tych mebli, które tolerowały go w milczeniu, z nieobecną miną, i wreszcie był gotów, to stojąc na odejściu z kapeluszem w ręku, czuł się zażenowany, że i w ostatniej chwili nie mógł znaleźć słowa, któreby rozwiązało to wrogie milczenie, i odchodził ku drzwiom zrezygnowany, z wolna, ze spuszczoną głową - gdy w przeciwną stronę oddalał się tymczasem bez pośpiechu - w głąb zwierciadła - ktoś odwrócony zawsze plecami - przez pustą amfiladę pokojów, które nie istniały.
(...)
Tam to było, gdziem go ujrzał jedyny raz w życiu, o nieprzytomnej od żaru godzinie południa. Była to chwila, kiedy czas oszalały i dziki, wyłamuje się z kieratu zdarzeń i jak zbiegły włóczęga pędzi z krzykiem na przełaj przez pola.
żeby wymienić tylko tyle...
Sklepy Cynamonowe / Bruno Schultz
Tak z okazji powrotu potterowych klimatów, obejrzałam trailer filmu "HP i zakon feniksa". Może właśnie dlatego, że nie czytałam książki, wartoby było się wybrać.
Natomiast jedno zdanie, które pada w zapowiedzi, doczekało się interesującego komentarza od pewnej mądrej osoby...
Harry: If Voldermort is building an army then I want to fight!
...in it?
Powiedzmy, że świeci kilka jarzeniówek. I być może za oknami zbierają się chmury. Stajesz naprzeciw któregoś ze zdjęć wiszących na ścianie. A jeśli jest na nim dużo pociągającej ciemności, gdzieś jakaś mgła czarna, duża plama cienia...
Podchodzisz, przyglądasz mu się. W szybie ramy widzisz.. siebie...
Mam 18 lat. Nie radzę sobie ze swoim życiem. Nieźle, jak na 9,99.
Zawsze kiedy przecinam Aleje między Akademią Rolniczą a AGH przez przejście wyłącznie dla rowerzystów (o czym świadczą stosowne znaki i symbole na światłach), widzę w myślach osobę, która zadaje mi pytanie:
-Przepraszam, czy ty jesteś rowerem?
-Owszem, w chińskim nowożytnym kalendarzu - odpowiadam.
---
parzyste dni roku - ROWERY
nieparzyste dni roku - ZEGARKI
W niektórych rejonach Polski prezenty pod choinkę przynosi Gwiazdor.
-stawiam na Bono...
---
"-Może padać - odezwał się jeden ze stałych bywalców - Naukowcy mówią, że w tym roku można się spodziewać El Nino.
-Akurat. Jakby kiedykolwiek nas uprzedzili zanim zmyje pół stanu - odparła Mavis. - Pieprzyć naukowców.
Ale El Nino na prawdę się zbliżał.
El Nino. Dziecko. "
Najgłupszy Anioł / Christopher Moore
---
"Its coming on christmas
Theyre cutting down trees
Theyre putting up reindeer
And singing songs of joy and peace
Oh I wish I had a river
I could skate away on..."
-Joni Mitchell
Wchodzę do sklepu. Miła pani pyta mnie uprzejmie:
-Co podać?
Wyciągam z kieszeni listę zakupów i czytam:
-szatan
-cebula
-czosnek
---
na miejscu czy zapakować?
Czy w tym kraju jest choć jeden polityk, któremu można zarzucić jedynie to, że ma syna w bundeswerze?
"Myślę, że tak naprawdę Judasz nie był Żydem. Był przybyłym z Rosji kupcem sprzedającym miód i skóry.
I to on zdradził Jezusa."
- Adam Zapała